Wrażliwość a dźwięk

Wciąż opisuję dźwięk z perspektywy innych osób. Poczułam ogromną potrzebę opisania jak na mnie działa wibracja. Dźwięki i wibracja gongu, mis i kamertonów są dla mnie jak najczulszy dotyk. Gdy dotykam najbliższe mi osoby, przytulam się lub głaszczę, czuję bliskość i miłość w sercu. Wibracja sprawia, że to uczucie rozprzestrzenia się na całe ciało, a nawet wychodzi poza nie. Inną możliwością jest świadome kierowanie tej wibracji do konkretnych miejsc w ciele. We własnym ciele skierowanie uwagi jest stosunkowo proste. Czuję to tak, że dotykającą mnie wibrację zapraszam do miejsc, które najbardziej tego potrzebują. Nagle wydarzają się cuda. Robi się w tych miejscach więcej przestrzeni, ustępują bóle i różne dyskomforty. Ciało wypełnia błogość. Niesamowitym doświadczeniem okazało się współodczuwanie innych. Odkryłam, że mogę usłyszeć i poczuć, gdzie ktoś ma zastoje w ciele i w którym miejscu jego ciało potrzebuje większej uwagi.  Takie to mam…

Pamiętam jak po raz pierwszy poczułam wibrację naturalnych dźwięków gongu i mis. Przyznam, że nie mogłam wtedy wyleżeć. Jakby ciało się przed czymś broniło. Wciąż przychodziły myśli kiedy koniec? Jednak dusza wie co jest dla niej dobre. Każda kolejna kąpiel w dźwiękach docierała w moje ciało coraz głębiej. I tutaj poznałam Natalię Białowąs i jej kamertony. Tego to już w ogóle nie ogarniałam. Ta subtelna wibracja kamertonów oczarowała mnie. Była taka czuła i delikatna, a zarazem niespieszna i w  sam raz.

Dźwięk przychodził do mnie bardzo małymi kroczkami. Robił przestrzeń na tęsknotę za nim i czule wołał do siebie. I przygoda się zaczęła. Zamówiłam sobie zestaw kamertonów. Takie, których używała Natalia od Barbary Romanowskiej. Były cudowne. Jednak wciąż było mi za mało tego dźwięku. Wybrałam się więc na tygodniowy wyjazd nad jezioro pod Ostródą zorganizowany przez Marka Tomczaka. Poznałam tam wspaniałych i twórczych ludzi. Ania Michalec i jej joga kundalinii pokazały mi w jaki sposób można jeszcze bardziej poczuć swojej ciało. Najbardziej pamiętam z tego wyjazdu dzień, w którym mieliśmy za zadanie pobyć z jedną misą całe do południa. Wybrałam się na pomost. Tego dnia pogoda była idealna. Słońce otulało moje ciało, a ja leżałam na deskach pomostu, który kołysał się na gumowych oponach. Delikatny wiatr uwolnił we mnie uczucie idealności tej sytuacji. Dźwięk misy przenikał wszystko. Otaczająca woda niosła wibrację w świat. Czułam jak otaczająca przestrzeń Wszechświata wypełnia moje ciało. Błogość…

To doświadczenie sprawiło, że zapisałam się na kurs grania na gongach do Łukasza Mazurka w Szczecinie. Z reguły pracę z dźwiękiem zaczyna się od poszczególnych etapów gry na misach. Dla mnie to było za mało. Wybrałam cudownego tam-tama. Pracowałam z nim sama przez rok czasu. Spotkania z nim sprawiały, że wszystko we mnie wraca na swoje miejsce. Ciekawe były pierwsze doświadczenia. Zdarzało się, że po 15-20 min grania biegłam do toalety. Ha – przeczyszczało mnie. Mariusz obserwując to, miał ze mną wesoło 🙂 Doczytałam później, że tej wibracji nie lubi nic co nam nie służy. Czyli usuwają się wszelkie toksyny, pasożyty i inne niepotrzebne elementy.

Przyszedł następny etap. Zarażona pasją Łukasza przeszłam u niego wszystkie etapy nauki gry na misach. Wróciłam z wybranymi głosem serca 7 misami czakralnymi. Zabawa zaczęła się na całego. Świat jakby czekał. Pomysły same płynęły. Kameralne koncerty w moim gabinecie to już tradycja:) Uwielbiam grać z fazami księżyca. Pełnia i nów zwiększają odczuwalność wibracji. A intencje wysyłane w tym czasie mają szczególną moc materializacji. Koncerty dla większej grupy osób były dla mnie nie lada wyzwaniem. Przecudowna Daria Ciesielska ze Świecia podarowała mi przestrzeń dla takiej kreacji. Dario Kochana Dziękuję.

To Daria pomogła mi zrealizować pomysł koncertu w grocie solnej. I tutaj kolejna przygoda. W dzień koncertu napisał do mnie Sebastian z Czekoladożerców, że jeśli tylko chcę to on chętnie mnie wesprze swoimi instrumentami didgeridoo…. To co się zadziało zaskoczyło mnie całkowicie. Dźwięki w tym miejscu nabrały jakby zdwojonej siły. Sól na ziemi imitowała piasek. Czułam się jakbym była na plaży w jakimś egzotycznym kraju. Ogromną wdzięczność poczułam patrząc w oczy uczestników, z których już był widać, że to jest TO.

Pomysły na nowe miejsca, kolejne osoby na mojej drodze i ogromna potrzeba zwiększania zasobu instrumentów sprawiają, że chcę eksplorować te doświadczenia na wszelkie  możliwe sposoby.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *