Lampiony z duszą…

Namalowałam kiedyś obraz… Ten obraz stał się logo mojej firmy. Jest w nim to czego pragnie moja dusza. Pragnę doświadczać życia, odkrywać soje możliwości i z wdzięcznością w sercu po prostu być. Ten obraz przypomina mi jak wiele świat ma do zaoferowania, dlatego też zrozumiałam swoją wewnętrzna potrzebę ciągłego poszukiwania.

Dźwięk i wibracja były pierwsze. Po nich pojawiła się kreacja. Odkryłam, że ma ona niesamowitą moc. Jeśli poświęcisz jej całą swoją uwagę, okazuje się,  że potrafi przenieść w inna rzeczywistość. Nie ma tam czasu, głodu, zmęczenia, natłoku myśli. jest tylko skupienie, ekscytacja i relaks dla duszy. Gdy odchodził mój tata, pojawiła się myśl… i jeszcze większa potrzeba kreacji. Zaczęłam tworzyć świece. Robiłam różne próby z woskiem pszczelim, parafinami i lampionami parafinowymi. Szukałam miejsca, gdzie płomień będzie czuł się bezpiecznie i będzie zmieniał… Zmieniał nastrój w pomieszczeniu…,uwalniał od natłoku myśli. I najważniejsze. Będzie niósł nadzieję. Gdy coś się kończy, przychodzi miejsce na coś nowego. Z moich świec powstają teraz lampiony. W nich zatrzymuję wspomnienia z kontaktów z naturą. Cała rodzina została zaangażowana w tą twórczość. Wspólnie zbieramy rośliny, a ja je suszę po całym domu:). Tworzę z nich kompozycje, każda inna i niepowtarzalna. W każdej inna historia. Czasami nie wychodzi i po godzinie skrupulatnego układania okazuje się, że efekt końcowy nie jest  zadowalający. Całość tworzę wówczas od nowa. W początkowej fazie lampiony były niewielkie, takie aby zmieścił się tylko t-light. Gdy otrzymałam zamówienie na bardzo duże lampiony, zostałam zmotywowana aby się  nie ograniczać. Tak, wielkość ma znaczenie:) Odnalazłam w nich również drugą funkcję wazonu.

Z ogromną wdzięcznością oddaję się tej pasji. Cudowna jest myśl, że w czyimś domu, biurze albo gabinecie zagości przedmiot wzbudzający uczucie refleksji i zatrzymania. Niech światło, które się w nich pali oczyszcza wasze przestrzenie od nieharmonijnych myśli i emocji.

Między myślami, emocjami i czynami…

Czy znasz to ten stan kiedy tumany myśli przelatują przez twoją głowę? Jedni nad tym panują za pomocą różnorodnych technik medytacyjnych, sportu, jazdy na motocyklu itp., a inni pozostawiają je nieokiełznane. Robią sobie one co chcą. Swawolnie skaczą z tematu na temat, zagłębiają się w jakieś nierealne historie, powodując przez to wewnętrzne rozdrażnienie i złe samopoczucie. Umysł to wielki dar. Daje tyle możliwości. Wszystko mieli aż wióry lecą. A kiedy najbardziej mieli? Gdy emocje zaczynają dochodzić do głosu. Różnorodność emocji nadaje światu barwy. Nie widzi ich większość ludzi, a odczuwa prawie każdy. Wędrują sobie po ciele. Szukają miejsc gdzie można sobie przycupnąć… i czekają czy ktoś zwróci na nie uwagę, czy też mogą w tym miejscu zagościć na dłużej. No i co… jak je tak zostawimy same sobie to zaczynają się z nimi różne przygody :). Emocje lubią co jakiś czas przypominać o sobie. Puk puk. To ja SMUTEK. Jestem w twojej klatce piersiowej. To ja nie pozwalam ci głębiej oddychać. To ja chcę, żebyś mnie zauważył… W takiej emocji wszystko staje się obojętne. Możesz tu zobaczyć jak wygląda nicość.

NICNIECZUCIE

NICNIEROBIENIE

NIEBYCIE

Czy pochłonął cię kiedyś tak bardzo? Jeżeli zaznasz samego dna, takiego z głębi…, to tylko wtedy możesz docenić resztę. Możesz zobaczyć wszystkie strony tęczy. Jak ważny jest smutek przy żałobie i stracie. I nie walcz z nim wtedy. Poczuj go najmocniej jak potrafisz. A gdy się już nasycisz do ostatniej kropli, to wtedy najczęściej pojawia się gniew.

GNIEW to jest dopiero emocja. Jego potencjał jest nieograniczony. To on wyzwala ze stanu apatii, pozwala poczuć jak pulsuje w nas życie. W gniewie jest moc działanie. Tylko jaka jest w tym wszystkim tajemnica? O co chodzi? Emocje domagają się uwagi i pragną się wysycić. Niezaopiekowany gniew znajdzie sobie miejsce w wątrobie albo w jelicie grubym. O tak to są jego ulubione miejsca. Wciąż proszą aby je wyrazić w bezpieczny dla ciała i otoczenia sposób. I wtedy co? Umiesz pokrzyczeć, iść do lasu i się „wydrzeć”? Czy wolisz taką emocję trenować na najbliższych?

A jak myślisz jakie jest ulubione miejsce radości i miłości? Tak to prawda. W sercu. Miłość płynąca prosto z serca jest czysta i bezinteresowna. Czy znasz to uczucie, w którym z miłością i wdzięcznością patrzysz na świat, dziękując Wszechświatu za życie? Tak bez oceniania i szukania dodatkowych historii, zwyczajnie zatapiasz się w chwili obecnej. To czysta miłość do siebie… do życia.

Życie wołam Cię

Życie stawiam się do Ciebie

TERAZ

Pozwól mi proszę tańczyć i śpiewać

Pozwól mi zakochać się w Tobie

Życie kocham cię gdy wirujesz, tworzysz i zmieniasz

TĘTNISZ

Nic nie jest pewne tylko zmiana

Nic nie trwa wiecznie

Więc słyszysz?

Zgadzam się!

TERAZ

Chcę żyć, czuć twoją pulsację w każdej komórce

Tak to jest ten czas

 

Lomi Lomi Oluea

 

 

Dzielę się z Wami moim kolejnym doświadczeniem. Właśnie ukończyłam cykl kursów Lomi Lomi Oluea. Lomi spotkałam na swojej drodze już ponad 6 lat temu. Przyjmowanie tej hawajskiej sztuki masażu było dla mnie głębokim doświadczeniem. Czułam, że każda część mojego ciała potrzebująca uwagi jest zaopiekowana. W stanie głębokiego uwolnienia czułam jak moja dusza woła TAK – to jest  Twoja droga. Lomi przyciągało mnie do siebie, jednak wciąż nie mogłam trafić na rezonujących ze mną nauczycieli. Wszechświat poprowadził mnie najwłaściwszą i najprostszą drogą. Jesienią 2018 roku udałam się na kurs aromaterapii do Małgosi Kronenberger. Na tym wspaniałym kursie poznałam bratnią duszę Aleksandrę Seredyńską. Ta cudowna istota obdarowuje świat swoim dotykiem w postaci masażu Lomi Oluea. Właśnie dzięki niej poczułam, że jestem gotowa. Wcześniej znałam tylko Lomi Lomi Nui. Hawajski masaż świątynny propagowany w Polsce przez Susan Pa’iniu Floyd. Od Oli poznałam Lomi Oluea i usłyszałam o jej nauczycielu Radku Łozińskim. Ten nurt Lomi bardzo do mnie przemówił, ponieważ nie ma w sobie niepotrzebnego patosu. Oluea jest dla każdego kto potrzebuje dotyku płynącego prosto z serca. Dostosowany jest do warunków otoczenia – wystarczy stół do masażu, dobry olej i ciepło. W Lomi oczarował mnie sposób w jaki masażysta przekazuje swój dotyk. Robi to tańcząc wokół stołu z lekkością wykorzystując siłę ciężkości własnego ciała. Uwielbiam w nim możliwość uwolnienia swojej kreatywności. Są ruchy podstawowe i różne warianty dodatkowe. Jednak intuicja i kreatywność to główne założenia tego masażu. Nie byłabym sobą, gdybym jeszcze tutaj nie dodała czegoś więcej. Ola Seredyńska pokazała mi również, jak można jeszcze wzbogacić ten masaż. Peeling solny – okazał się idealnym uzupełnieniem tego masażu. Ciało oczyszczone z toksyn i zrogowaciałego naskórka podnosi komfort zarówno dla osoby masowanej, jak i dającej masaż. Po kąpieli spłukującej peeling przychodzi czas na celebrację. Uwielbiam łączyć swoje doświadczenia. A ponieważ zakochana jestem w aromaterapii, nie wyobrażam sobie by móc pominąć ten etap. Specjalnie przygotowane oleje są nasączane najwyższej klasy olejkami aromaterapeutycznymi.  Ciało otulone zapachem jest gotowe…Gotowe bym mogła zaopiekować się nim…

 

Masaż bańkami ruchomymi.

Masaż bańką wykonuje się poprzez przystawienie baniek do ciała z wykorzystaniem podciśnienia i poruszaniu nimi po skórze. Siła unosząca tkanki dociera do głębiej położonych mięśni i narządów trzewnych. Przesuwanie baniek po ciele stanowi dodatkowy wymiar terapii i jest odczuwane jako ulga i rozluźnienie. Masażowi nie powinno towarzyszyć wrażenie „rozrywania” lub „rozdzierania”. Powolne ruchy działają kojąco i uspakajająco. Jest to zalecane w wypadku odprowadzania zalegających płynów, masażu relaksacyjnego, powolnego odprężenia napiętych tkanek. Szybsze ruchy działają stymulująco. Bardziej energiczny masaż działa energetyzująco na tkanki i pomaga na zmiany w ich obrębie (takie jak cellulit). Takie ruchy mogą sprawiać ból i w tym przypadku należy zmniejszyć siłę ssąca. Spowolnienie tempa i różnicowanie ruchów przynosi doskonałe rezultaty w nowoczesnych zastosowaniach terapii bańkowej.

Materiał do tego wpisu pochodzi z bardzo obszernego opracowania „Współczesna terapia bańkowa”.  Shannon Gilmartin opisała w niej trzy zjawiska jakie zachodzą w trakcie stawiania baniek.

  1. Podciśnienie – bańki unoszą skórę pod wpływem podciśnienia, które umożliwia rozdzielenie zbitych ze sobą czy wręcz zrośniętych tkanek. Organizm dąży do nawodnienie i jędrności, by stworzyć jak najlepsze warunki dla funkcji życiowych. Każda, zbita, twarda tkanka jest w tym przeszkodą, bez względu na to, czy jest to wynikiem odwodnienia, przewlekłych stanów zapalnych, czy chronicznego przeciążenia mięśni i ścięgien. Dzięki podciśnieniu można również usunąć zalegający materiał uwięziony wśród tkanek miękkich. Mogą to być np. krew zalegająca po urazie lub zabiegu chirurgicznym; martwe komórki, których układ limfatyczny nie był w stanie wchłonąć; zbędne produkty przemiany materii np. kwas mlekowy; leki; toksyny; ciała obce. Stawiając bańki możemy usunąć taki niechciany materiał z organizmu. Można to porównać do usuwania kurzu i brudu z dywanu za pomocą odkurzacza.
  2. Rozszerzenie naczyń krwionośnych zazwyczaj następuje w wyniku rozluźnienia mięśni gładkich w danej okolicy ciała. Bańki wywołują reakcję miejscową w tkankach, stymulując wydzielanie związków rozszerzających naczynia krwionośne, takich jak histamina. Związki te sprawiają, że powiększa się światło naczyń. Podobny efekt uzyskuje się w wyniku masażu, a także gorącego okładu lub długo stosowanego okładu zimnego. W wyniku rozszerzenia naczyń do danej okolicy zaczynają napływać płyny ustrojowe.
  3. Wzmożona wymiana płynów w organizmie – stawianie baniek silnie oddziałuje na krew, płyn tkankowy i limfę. Dzięki podciśnieniu bańki powodują wzmożony napływ płynów do danej okolicy i ich przyspieszoną wymianę. Komórki stają się w ten sposób odpowiednio odżywione a odpady usunięte. Podciśnienie sprawia, że do odwodnionych, niedokrwionych i niedożywionych tkanek trafia krew. Dzięki efektowi ssania bańki pobudzają też spływ żylny i krążenie limfy.

Bardzo istotną kwestią przy stawianiu baniek lub masażu bańkowym jest nawodnienie organizmu. Stawianie baniek wywołuje stały przepływ płynów ustrojowych. Te płyny muszą jednak skądś pochodzić. Bańki wysysają je z okolicznych komórek, z układu krążenia oraz z głębszych warstw lepiej nawodnionych tkanek. Czyli po stawianiu baniek dochodzi do przesunięcia płynów w organizmie. Dlatego należy przyjmować dużo płynów zarówno przed jak i po zabiegu.

Wrażliwość a dźwięk

Wciąż opisuję dźwięk z perspektywy innych osób. Poczułam ogromną potrzebę opisania jak na mnie działa wibracja. Dźwięki i wibracja gongu, mis i kamertonów są dla mnie jak najczulszy dotyk. Gdy dotykam najbliższe mi osoby, przytulam się lub głaszczę, czuję bliskość i miłość w sercu. Wibracja sprawia, że to uczucie rozprzestrzenia się na całe ciało, a nawet wychodzi poza nie. Inną możliwością jest świadome kierowanie tej wibracji do konkretnych miejsc w ciele. We własnym ciele skierowanie uwagi jest stosunkowo proste. Czuję to tak, że dotykającą mnie wibrację zapraszam do miejsc, które najbardziej tego potrzebują. Nagle wydarzają się cuda. Robi się w tych miejscach więcej przestrzeni, ustępują bóle i różne dyskomforty. Ciało wypełnia błogość. Niesamowitym doświadczeniem okazało się współodczuwanie innych. Odkryłam, że mogę usłyszeć i poczuć, gdzie ktoś ma zastoje w ciele i w którym miejscu jego ciało potrzebuje większej uwagi.  Takie to mam…

Pamiętam jak po raz pierwszy poczułam wibrację naturalnych dźwięków gongu i mis. Przyznam, że nie mogłam wtedy wyleżeć. Jakby ciało się przed czymś broniło. Wciąż przychodziły myśli kiedy koniec? Jednak dusza wie co jest dla niej dobre. Każda kolejna kąpiel w dźwiękach docierała w moje ciało coraz głębiej. I tutaj poznałam Natalię Białowąs i jej kamertony. Tego to już w ogóle nie ogarniałam. Ta subtelna wibracja kamertonów oczarowała mnie. Była taka czuła i delikatna, a zarazem niespieszna i w  sam raz.

Dźwięk przychodził do mnie bardzo małymi kroczkami. Robił przestrzeń na tęsknotę za nim i czule wołał do siebie. I przygoda się zaczęła. Zamówiłam sobie zestaw kamertonów. Takie, których używała Natalia od Barbary Romanowskiej. Były cudowne. Jednak wciąż było mi za mało tego dźwięku. Wybrałam się więc na tygodniowy wyjazd nad jezioro pod Ostródą zorganizowany przez Marka Tomczaka. Poznałam tam wspaniałych i twórczych ludzi. Ania Michalec i jej joga kundalinii pokazały mi w jaki sposób można jeszcze bardziej poczuć swojej ciało. Najbardziej pamiętam z tego wyjazdu dzień, w którym mieliśmy za zadanie pobyć z jedną misą całe do południa. Wybrałam się na pomost. Tego dnia pogoda była idealna. Słońce otulało moje ciało, a ja leżałam na deskach pomostu, który kołysał się na gumowych oponach. Delikatny wiatr uwolnił we mnie uczucie idealności tej sytuacji. Dźwięk misy przenikał wszystko. Otaczająca woda niosła wibrację w świat. Czułam jak otaczająca przestrzeń Wszechświata wypełnia moje ciało. Błogość…

To doświadczenie sprawiło, że zapisałam się na kurs grania na gongach do Łukasza Mazurka w Szczecinie. Z reguły pracę z dźwiękiem zaczyna się od poszczególnych etapów gry na misach. Dla mnie to było za mało. Wybrałam cudownego tam-tama. Pracowałam z nim sama przez rok czasu. Spotkania z nim sprawiały, że wszystko we mnie wraca na swoje miejsce. Ciekawe były pierwsze doświadczenia. Zdarzało się, że po 15-20 min grania biegłam do toalety. Ha – przeczyszczało mnie. Mariusz obserwując to, miał ze mną wesoło 🙂 Doczytałam później, że tej wibracji nie lubi nic co nam nie służy. Czyli usuwają się wszelkie toksyny, pasożyty i inne niepotrzebne elementy.

Przyszedł następny etap. Zarażona pasją Łukasza przeszłam u niego wszystkie etapy nauki gry na misach. Wróciłam z wybranymi głosem serca 7 misami czakralnymi. Zabawa zaczęła się na całego. Świat jakby czekał. Pomysły same płynęły. Kameralne koncerty w moim gabinecie to już tradycja:) Uwielbiam grać z fazami księżyca. Pełnia i nów zwiększają odczuwalność wibracji. A intencje wysyłane w tym czasie mają szczególną moc materializacji. Koncerty dla większej grupy osób były dla mnie nie lada wyzwaniem. Przecudowna Daria Ciesielska ze Świecia podarowała mi przestrzeń dla takiej kreacji. Dario Kochana Dziękuję.

To Daria pomogła mi zrealizować pomysł koncertu w grocie solnej. I tutaj kolejna przygoda. W dzień koncertu napisał do mnie Sebastian z Czekoladożerców, że jeśli tylko chcę to on chętnie mnie wesprze swoimi instrumentami didgeridoo…. To co się zadziało zaskoczyło mnie całkowicie. Dźwięki w tym miejscu nabrały jakby zdwojonej siły. Sól na ziemi imitowała piasek. Czułam się jakbym była na plaży w jakimś egzotycznym kraju. Ogromną wdzięczność poczułam patrząc w oczy uczestników, z których już był widać, że to jest TO.

Pomysły na nowe miejsca, kolejne osoby na mojej drodze i ogromna potrzeba zwiększania zasobu instrumentów sprawiają, że chcę eksplorować te doświadczenia na wszelkie  możliwe sposoby.

BAŃKI – sposób na podniesienie odporności

Skąd u mnie tak ogromne zainteresowanie bańkami? Gdy wciąż walczysz z ciągłymi przeziębieniami, katarami i innymi chorobami związanymi z odpornością zaczynasz szukać. Dla mnie motywacją stały się moje dzieci, a mąż przy okazji też się załapał :).  To dla nich wciąż poszukuję i doświadczam kolejnych terapii. Jedne rzeczy okazują się bardziej skuteczne inne mniej. Czas i upodobania weryfikuje rzeczywistość. Muszę przyznać, że to co jest niezmienne i zadziwiające w swojej skuteczności to bańki. Metoda ta ma już ponad 5000 lat i jest znana w wielu kulturach na całym świecie. Chociaż kształt baniek uległ zmianie to zasada działania jest niezmienna. O stawianiu baniek nie usłyszycie zbyt często od lekarza czy farmaceuty – jest dla nich nieopłacalna.

Jak to działa?

Przekrwienie miejscowe spowodowane zabiegiem stawiania baniek, którego celem jest rozszerzenie naczyń, pobudza przemianę materii i sprzyja szybszemu wydalaniu szkodliwych substancji, będących przyczyną bólów i skurczy. Miejscowe wynaczynienia krwi, a w konsekwencji – krwiaki  o silnym działaniu uaktywniają siły odpornościowe organizmu.

Wiele osób odczuwa lęk przed ogniem i oparzeniami. Wspomnienia z dzieciństwa nie są zbyt przyjemne. W takim przypadku świetnie sprawdzają się bańki z pompką. Takie bańki moje dzieci uwielbiają. Można je zrobić zawsze i wszędzie. Po zdjęciu baniek nacieram dzieciaczki maścią rozgrzewającą i rano  budzą się w o wiele lepszej formie. Ważne jednak jest aby je stawiać już przy pierwszych objawach przeziębienia. W przypadku gdy choroba już się rozhula, na efekt terapeutyczny trzeba poczekać. Baniek nie stawia się również w przypadku gorączki powyżej 37 stopni.

Co zrobić żeby zachciało się chcieć?

  1. RUCH – to jest podstawa – wystarczy kilka ćwiczeń na poruszenie energii w ciele i już spojrzysz inaczej na świat. Ja uwielbiam jogę i taniec, jednak wiadomo – dla każdego coś innego. Każda forma aktywności, która dodaje Ci energii jest dobra, a systematyczność to klucz do zdrowia.                                           
  2. LEKKIE POSIŁKI – jedzenie potrafi „zamulić”. Kasza, płatki, zupa wspaniale rozgrzewają organizm i dają poczucie lekkości. Jakość pożywienia ma ogromny wpływ na pozyskiwaną z niego energię. Aby podnieść  wartość energetyczną pożywienia należałoby zastosować następujące zasady:
    • Spożywać jedzenie jak najmniej przetworzone;
    • Całkowicie zrezygnować z używania mikrofalówki;
    • Gotować na ogniu zamiast na płytach ceramicznych lub elektrycznych;
    • Spożywać przynajmniej 3 ciepłe posiłki dziennie;
    • Zachować przyjemną atmosferę przy stole;
    • Należy jeść powoli i dokładnie żuć.
    • Nie pić w czasie posiłku, a napoje powinny być zawsze ciepłe i rozgrzewające.

    Powyższe stosowanie zaleceń sprawi, że nasze jedzenie będzie lekkostrawne i w pełni wartościowe. Zawarta w nim energia da nam siłę i chęci do działania i radowania się życiem.

  3. ZATRZYMAJ SIĘ na chwilę w ciągu dnia. Weź głęboki oddech, pomyśl o czymś przyjemnym. Na mnie cudownie działają słowa wdzięczności za to co TERAZ. Gdy słucham jeszcze ulubionego utworu moja dusza rozpływa się.
  4. Chcesz jeszcze bardziej zanurzyć się w swoje ciało. Pozwól sobie na masaż. Masaż niecodzienny, bo DŹWIĘKIEM

Masaż, w którym każda Twoja komórka będzie dopieszczona.

Masaż uwalniający Cię od napięć i zalegających toksyn.

Masaż dotykający Twojej duszy, gdzie znajdziesz chwilę wytchnienia.

Masaż umysłu, gdzie myśli przestają pędzić jak szalone. Pojawia się błoga pustka. Przestrzeń na nowe inspiracje. Kreacje płynące prosto z serca.

Taki zwykły masaż a tyle możliwości.

Zapraszam Cię na indywidualną lub grupową sesję w dźwiękach mis, gongu, dzwoneczków koshi i innych instrumentów naturalnych, zanurzona w wdzięczności swojej pasji.

I jeszcze wiersz, który napisałam już jakiś czas temu.

CODZIENNOŚĆ

Co w życiu jest najważniejsze,

Co w życiu jest  najtrudniejsze,

Codzienność, codzienność, codzienność,

To każdy jej moment,

To każda jej chwila.

Doświadcza nas i naucza.

W niej ukryte są nasze marzenia.

Sposoby ich realizacji.

Codzienność jest w nas.

Codzienność to my.

Ból głowy – moje sposoby.

Dzwoni do mnie siostra z prośbą o pomoc w bólu głowy. Moja pierwsza reakcja i pytanie zarazem:

– czy dzisiaj coś piłaś?

– hm… no nie… faktycznie…

Niby oczywiste, a tak często zapominamy. Zwykła, a przy tym tak cudowna WODA. Dlaczego? Głowa boli nas gdy jest za dużo toksyn w organiźmie. To takie wołanie naszego ciała: nawadniaj mnie! Jak najwięcej i jak najszybciej.

Picie wody jest również bardzo istotne przy relaksacji w dźwiękach mis i gongów. Przypomnę, że dźwięk tych instrumentów przenikając przez ciało powoduje pobudzenie organizmu do regeneracji. Co to oznacza? Zostają w szybszy sposób uwolnione toksyny z ciała. Czyli co? Pijemy wodę 🙂

INNE SPOSOBY – moje propozycje

Aromaterapia – tylko dobrej jakości olejki eteryczne (koniecznie destylowane na zimno)

Migreny – 2 krople Bazyli, 2 krople Winter-Green, 1 kropla Mięty – na dłoni rozgrzać i przyłożyć na głowę w miejsce bolące (daleko od oczu), trzymać jak najdłużej

Masaż całego ciała – Krople Deszczu

Uciskanie punktów akupunkturowych – tutaj należy sprecyzować miejsce występowania bólu, najczęściej polecane punkty to  punkty umiejscowione na łuku brwiowym( PM2)  lub na skroniach na wysokości oczu (EX2).  Na you tube i innych stronach jest wiele informacji na ten temat.

Ogromne efekty przynosi stymulowanie tych punktów kamertonami.

Konchowanie uszu – metoda ta łagodzi wszelkie problemy laryngologiczne. Masaż uszu i miejsc wokół nich powoduje, że całe ciało się odpręża. Bóle głowy, to często nadmiar obowiązków i przemęczenie. 45 minutowy zabieg konchowania daje czas na głęboki relaks. Podpalona koncha wprowadza do kanału usznego ciepło i dym wypełniony woskiem pszczelim, delikatnie rozgrzewa ucho.  Ciepło powoduje uwolnienie zalegającego czopu woszczynowego.  Zabiegi wykonuje się nieparzystą ilość razy np. 7 co drugi dzień. Jeżeli skorzystamy z takiego cyklu, efekty są wówczas długoterminowe.

Dźwiękoterapia – masaż dźwiękiem mis.  Wibracja wydawana przez misy dźwiękowe bardzo delikatnie dociera do miejsc w ciele, gdzie są wszelkiego rodzaju napięcia. Metod jest wiele. Ma tutaj ogromne znaczenie indywidualne podejście i odpowiedni dobór terapii. Można np. położyć misy odpowiednio na ciele w celu harmonizacji, jak również wspaniale sprawdza się ułożenie mis wokół ciała.

Oddech i spacer po lesie – moja ulubiona technika oddechowa. Najprostsza i bardzo łatwa do zapamiętania. Zatykamy jedną dziurę od nosa, robimy wdech, zatykamy drugą robimy wydech tą która była wcześniej zatkana i kolejny wdech tą samą dziurką, i tak powtarzamy ok 5 minut. Technika ta świetnie równoważy półkule mózgowe, nadaje jasności umysłu.

Tak naprawdę metod jest bardzo wiele. Oczywiście należy zauważyć, że bóle są bardzo różnego pochodzenia. Często wynikają z urazów i np. skrzywień kręgosłupa.  Jednakże przedstawione metody mają za zadanie bardziej doraźne złagodzenie bólu.

 

 

 

 

Zatkane uszy – jak sobie pomóc?

Zatkane uszy to problem, z którym ostatnio spotykam się najczęściej. Przyczyn takiego zatkania może być kilka. U większości osób jest to korek woszczynowy. Powstaje on, kiedy wydzielina gruczołów (zlokalizowana w skórze przewodu słuchowego) zmiesza się ze złuszczonym naskórkiem, kurzem, włosami. Woda, która dostaje się do ucha podczas kąpieli powoduje pęcznienie woszczyny i wówczas może dojść do nagłego pogorszenia słuchu, bólu ucha, a nawet zawrotów głowy.
Chyba każdy doświadczył zatkania uszu w trakcie kataru lub po przebytej infekcji. Obrzęk śluzówki nosa może się rozprzestrzeniać, w pewnym momencie dochodzi również do przewodów słuchowych. Jeśli zjawisko jest jednorazowe, nie mamy powodu do niepokoju. Zatkane uszy przestaną być problemem, gdy minie katar. Jednakże przy nawracającej dolegliwości należałoby podjąć działania.
Z wymienionymi dolegliwościami wspaniale radzi sobie zabieg konchowania uszu. Wykorzystywany jest tutaj tzw. efekt kominowy. Przy wypalaniu konchy w kanale usznym wytwarza się podciśnienie, które wysysa nadmiar woskowiny. Dodatkowo temperatura i substancje czynne z wosku pszczelego oraz zioła i olejki eteryczne leczniczo oddziałują na kanał słuchowy i głowę. Jest to zabieg bardzo przyjemny i relaksujący cały organizm. Zabieg konchowania wykonuje się na obydwu uszach. Stosuje się go w cyklach nieparzystych 1,3,5,7,9,11 krotnych. Pomiędzy zabiegami należy robić 1-2 dniowe przerwy.

Namaszczanie olejami – KROPLE DESZCZU

Otoczona  i wysmarowana cudownymi olejkami eterycznymi dzielę się z Wami moimi odczuciami z kursu aromaterapii u Małgosi Kronenberg. Małgosia to doświadczona aromaterapeutka, która pracuje na olejkach bardzo wysokiej jakości Young Living.

Namaszczanie olejami – dlaczego właśnie ta technika?

Przywracanie równowagi ciała i umysłu w sposób naturalny to moja pasja.  Namaszczanie olejami polega na odpowiedniej aplikacji na ciało specjalnie dobranych, wysoko skoncentrowanych esencji terapeutycznych z wykorzystaniem odpowiednich technik ich rozprowadzania.

Technika Krople Deszczu w zrównoważony sposób wykorzystuje cenne olejki poprzez:

– delikatny masaż  stóp  (wykonywanie namaszczania wzdłuż meridianu kręgosłupa)

– namaszczanie pleców (wykonywane jest poprzez podawanie olejków na skórę wzdłuż kręgosłupa, połączone z bardzo ciekawymi technikami masażu)

Moje wrażenia 🙂

Było to moje pierwsze spotkanie z Małgosią. Zdecydowałam się na kurs u niej, ponieważ podobnie jak ja Małgosia zajmuje się terapią dźwiękiem (tylko ma w tej dziedzinie już 10 letnie doświadczenie).  Ukończyłam już wiele kursów i różnego rodzaju szkoleń. Nauczyłam się wydawać pieniądze na to, co mnie naprawdę interesuje i wierzę w skuteczność działania. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, iż w tak krótkim czasie mogę się nauczyć tak wiele. Jakież było moje zaskoczenie, gdy w piątkowy wieczór zostałam otoczona cudownymi esencjami i wspaniałym dotykiem Olki (uczestniczyła razem ze mną w kursie – masażystka Lomi Lomi). Masaż rozpoczął się od stóp. Było to delikatne wprowadzenie i przyzwyczajenie ciała do zapachu. Następnie Olka przeszła do pleców. I tutaj już odpłynęłam.

Czy wiecie jak szybko działają olejki? Już po 5 minutach wdychania i wcierania znajdują się w naszym krwioobiegu. Dotleniają w ten sposób nasz organizm mocą natury zatrzymaną w tych małych kropelkach.

W technice tej każdy olejek ma swoją kolejność. Następny wzmacnia działanie poprzedniego! Czy to nie genialne? Dodatkowo dla każdego z nich przewidziane są odpowiednie ruchy. Jest nawet część dowolna, w której można sobie zażyczyć olejku, którego najbardziej potrzebujemy w danej chwili. U mnie był to olejek na kreatywność.

Gdy już moje plecy otrzymały swoją dawkę przyjemności, Olka przeszła do barków, szyi i głowy. I to była kropka nad i. Błogi stan w którym się znalazłam, długo nie dał ruszyć mi się z miejsca.

Wspomnę jeszcze o mierzeniu wzrostu. Okazało się, że w trakcie masażu kręgosłup wydłużył się o jakieś 1,5 centymetra. Nie wiem jak to jest z innymi masażami, ale to też zastanawiające…

Kochani zapraszam do swojego gabinetu w Nowej Wsi na przygodę z aromaterapią. Ze względu na wysoką jakość esencji nie są to zabiegi tanie. Jednakże dla pierwszych osób cena promocyjna 130 zł.